Każda z nas może zostać kochanką


 

Kochanka. Ta zła. Ta niedobra. Ta, która zamienia życie partnerki, matki i żony w prawdziwe piekło na Ziemi. Ta, która odbiera rozum temu, który uparcie twierdzi, że jesteś jego całym światem. Ta, która wchodzi w Wasze życie nieproszona. Wkracza z impetem prosto przez drzwi. Czy aby na pewno nikt nie zostawił ich dla niej na oścież otwartych? Łatwo jest zrzucić na kogoś odpowiedzialność, przypiąć odpowiednią łatkę i winić za całe zło, które nas spotyka. Można wtedy zająć bezpieczne miejsce ofiary, na której szczęście zapolowała pozbawiona sumienia istota, która w zwyczaju ma zostawiać po sobie jedynie zgliszcza.

~

Często spotykam na swojej drodze kobiety żyjące w trójkącie i jeszcze częściej kierują w moją stronę stwierdzenie „ja wiem co Ty o mnie myślisz”. Nie, ja o tym nie rozmyślam. Ja współczuję. Tak, współczuję. Nie robię tego z litości, ale ze szczerego serca, bo myślę sobie, że dały się uwikłać i w większości przypadków będą z tego powodu gorzko płakać. Można zapytać: „to po cholerę pakuje się w związek z zajętym mężczyzną?”. Och, wspaniałomyślne jest założenie, że Ona w ogóle wie o tym, że on jest zajęty. Nierzadko bowiem dowiaduje się o tym dopiero po fakcie, czyli kiedy wpadnie po uszy jak śliwka w przysłowiowy kompot. Zdarza się też, że wie – fakt. Na jakiej jednak podstawie miałabym oceniać ją, skoro w pojedynkę tej miłości nie stworzyła?

~

Rodzina jest wartością i to nie powinno podlegać dyskusji. Ludzie deklarują sobie wzajemnie, że będą sobie oddani i wierni, często nie zdając sobie sprawy z powagi tych deklaracji i nie zastanawiając się czy będą mogli tych złożonych w przypływie wspaniałomyślności, obietnic dotrzymać. Związki rozpoczynają się od namiętności, gwałtownych uczuć, trzęsienia ziemi, oberwania chmur i innych takich. Karmieni od wieków wizją romantycznej miłości trwającej do grobowej deski wierzymy, że ta namiętność nigdy się nie skończy. Fakty są takie, że ci, którzy kochali romantycznie najczęściej kończyli żywot niebywale szybko, a namiętność jako etap związku kończy się zwyczajowo po dwóch latach. W tym czasie ludzie podejmują decyzje dotyczące założenia rodziny, posiadania dzieci i tymże podobnych. Słowem, zobowiązują się do czegoś przechodząc w fazę związku kompletnego.

~

Jak piekielnie niewygodnie jest odkryć, że namiętność już pewnie nie powróci (choć zdarza się i tak) i należy każdego dnia podejmować ciężką pracę nad tym, żeby związek nie stał się pustym, którego fundament stanowią jedynie zobowiązania. Znaleźć parę, która najsilniej związana jest przez dzieci i kredyt raczej nie jest ciężko. Ludzie odpuszczają, przestają się starać i frustrują się myślą, że przestało być pięknie jak Harlekinie. Smutna historia romantycznej miłości, w której ani słowa nie było o tym, że sielanka kiedyś się skończy i trzeba będzie wysiłku. Dodajmy, że niemałego. To właśnie wtedy otwierają się drzwi przed tymi, których obawiamy się jak diabeł święconej wody.

~

Kochanka to w mniemaniu większości wredne babsko pozbawione skrupułów, które tylko czyha, żeby zabrać innej kobiecie mężczyznę jej życia. Mam w tym temacie nieco inne zdanie.

Kiedy się poznają, on tkwi w nieszczęśliwym związku, bo jako oddany ojciec robi to tylko dla dobra dzieci albo nie chce zostawić tej damskiej kuli u nogi, bo zapewne targnie się na swoje życie. Lista pomocniczych powodów, dla których jego życie wygląda jak wygląda jest długa i szeroka. Ktoś miał depresję, ktoś komuś jest coś winien, stracił wiarę w siebie/swoje możliwości, przestał wierzyć w szczęście – to całkiem chwytliwy, jak się okazuje, slogan. Ewentualnie żona go nie rozumie, partnerka przestała o siebie dbać, stał się wyrobnikiem, żywym bankomatem, którego uczucia już od dawna dla wszystkich nie mają znaczenia. Biedny misiu. Ona, samotna i czekająca każdego dnia na to, że ktoś ją pokocha postanawia pokazać mu lepszą stronę życia. Wszak tylko tego potrzeba mu, żeby podjąć decyzję o przejściu na drugą stronę tęczy, gdzie znajduje się kraina mlekiem i miodem płynąca. Słodka obietnica szczęścia, kolejna bez pokrycia. Nie, nie myśli wtedy o tym, że on nie jest w porządku i że tak się nie robi. Tak, on nie jest w porządku! Bo to on Ci coś obiecał i on powinien dotrzymać słowa. Dalszy ciąg wygląda tak, że on wciąż chce mieć ciastko i zjeść ciastko. Żona jakby bardziej w depresji i to nie jest dobry moment. Dzieci idą do szkoły, więc ciężko byłoby im teraz o tym powiedzieć. Ach, no i jeszcze ta budowa domu, którą rozpoczął miesiąc temu, ale zapomniał wspomnieć. Cóż, finalnie płacze kochanka i żona (jeśli się dowie), a on, choć zawinił jeszcze dostaje przywilej wyboru. Nie zawsze, ale niezwykle często.

~

Wszyscy chcemy być szczęśliwi i zaślepieni potrzebą popełniamy błędy. Ci, którzy szczęścia doświadczyli szybko zapominają, że nie jest dane raz na zawsze. Tym, którzy go szukają, umyka świadomość, że nie buduje się swojego szczęścia na cudzym nieszczęściu. Każdy chce wierzyć, że jego historia będzie inna od tych, o których słucha się na co dzień, a jednak nie robi wiele, żeby tak faktycznie mogło być. Znamy się na tyle, na ile mieliśmy okazję się sprawdzić – zanim rzucisz w kogoś kamieniem, zastanów się czy masz do tego prawo. Czasami to pojawienie się kogoś w Waszym życiu może być paradoksalnie szansą na przetrwanie czegoś, co chyli się ku upadkowi, choć będzie wymagało prawdziwego ogromu pracy.

~

Rozumiem kobiety, które uwierzyły w złożoną obietnicę – w to, że jest nieszczęśliwy i chce to czym prędzej zmienić. Rozumiem, że pragną związku z kimś, kto daje im to czego tak bardzo by chciały. Rozumiem, że postrzegają jego alpejskie kombinacje związane z prowadzeniem podwójnego życia jako wyraz oddania i miłości. Rozumiem, że uwierzyły, że ta obietnica zostanie spełniona. Pytanie tylko – kiedy (czy w ogóle?) i ile przyjdzie za to wszystkim zapłacić?

~

Druga kobieta nie pojawia się w życiu bez powodu, nieproszona i niechciana. Pierwsze o co należy zapytać to o to, kto ją do niego zaprosił? Ona natomiast warto, żeby przed przekroczeniem progu zastanowiła się czy wie, że przekracza wrota piekieł.

Udostępnij:
Tags:
,