Był i się zmył. Rozstanie: 4 grzechy główne.

 

Tak, zdecydowanie – „dojście do siebie” po rozstaniu to prawdziwa droga przez piekło. Wyjątek stanowią sytuacje, w których to Ty podejmujesz decyzję, bo doszłaś już do granic własnych możliwości albo zwyczajnie nic nie czułaś. O ile w tym pierwszym przypadku jednak wątpiłabym w to czy faktycznie emocjonalnie „nic Ci to nie robi”, o tyle w drugim jestem skłonna w to uwierzyć. Cóż za oświecony stan – nie odczuwać emocji, szczególnie tych trudnych!

~

Niestety w większości znanych mi przypadków dochodzenie do siebie po stracie nie jest drogą usłaną różami – chyba, że kolczastymi łodygami bez płatków. To czas, w którym umysł produkuje absolutnie niewyobrażalną liczbę pytań, a człowiek marnuje mnóstwo energii na poszukiwanie odpowiedzi, których prawdopodobnie i tak nie znajdzie. Dlaczego? Ponieważ kroczy złą drogą i stara się za wszelką cenę zrozumieć motywację drugiej strony zamiast skupić się na sobie i na tym co aktualnie się z nim dzieje.

~

Setki, tysiące, a może i milion kobiet dziennie popełnia dokładnie te same błędy skazując się na dodatkowe nieprzyjemne przeżycia. W wielu przypadkach zdecydowanie utrudnia to ich „proces zdrowienia” i przede wszystkim, nierzadko uniemożliwia wyciągnięcie z rozstania korzyści. Tak, w tym miejscu moje Klientki często spoglądają na mnie wrogo i pytają: „korzyści?! A jaką można mieć korzyść z rozstania?”. Ano można, tylko najpierw trzeba stworzyć sobie taką możliwość. Jak? Unikając podstawowych błędów. Jakich? Proszę, odpowiedź poniżej.

 

~

1. Co tam siedzi w czyjejś głowie?

Przyznaj się – ile czasu dziennie marnujesz na zastanawianie się co autor miał na myśli, dlaczego zachował się tak a nie inaczej, dlaczego ujął to w takie słowa, dlaczego powiedział mi coś akurat w tamtej chwili i dlaczego takim tonem? Ach, a może miało to związek z czymś lub kimś? A może? A gdyby? A jeśli? Rozczaruję Cię. Nigdy się nie dowiesz. Wiele kobiet twierdzi, że potrzebuje uzyskać odpowiedzi na określone, nurtujące je pytania, żeby zaznać spokoju i móc pójść dalej. Niestety – to tak nie wygląda. Po pierwsze: na pewno nie udzielą sobie odpowiedzi same, ponieważ zna je tylko osoba, do której w rzeczywistości są kierowane. Po drugie: nawet jeśli udzieli ona odpowiedzi i tak pojawi się pytanie o to, czy ta odpowiedź aby na pewno była szczera. I spirala nakręca się od nowa. Możesz trudzić się i nakręcać ją każdego dnia od nowa albo zrobić coś dla siebie i zamiast zastanawiać się co siedzi w głowie jemu, przyjrzeć się sobie i zobaczyć co dzieje się z Tobą. Czy jesteś smutna? A może zła? Co konkretnie wywołuje w Tobie te emocje? Może odczuwasz strach? Jeśli tak, to czego się obawiasz?

 

2. Rozdrapywanie i posypywanie

Nad wyraz często stosowana praktyka polegająca na nieustannym wystawianiu się na negatywne bodźce. Śledzenie mediów społecznościowych, podpytywanie przyjaciół, pojawianie się w miejscu, w  którym zapewne się spotkacie, choć można było tego uniknąć. Po co? Zastanów się czy naprawdę zasługujesz na to, żeby bolało jeszcze bardziej? Co Ty sobie zrobiłaś, że chcesz sobie dołożyć, zamiast sobie oszczędzić? Bądź dla siebie dobra! Kto o Ciebie zadba, jeśli nie Ty sama? To tak jakbyś rozdrapywała ranę i posypywała ją solą, żeby spotęgować ból.

 

3. Pisanie scenariuszy

„Tak wczoraj siedziałyśmy z Kaśką i doszłyśmy do wniosku, że on tak zrobił, bo…”

„Mnie się wydaje, że jeśli ja bym teraz napisała, to on by…”

Ludziom zwyczajowo płaci się za pisanie scenariuszy, a kobiety są w tym naprawdę mistrzyniami i dodatkowo – robią to za darmo. O ile w przypadku filmu scenariusz zostanie wcielony w życie, o tyle próba wyreżyserowania prawdziwego życia raczej mija się z celem. To, co naprawdę warto zrobić, to pisać nowy scenariusz na każdy następny dzień i starać się wdrożyć go w życie, w którym właśnie zaszła zmiana i nieuniknione będzie oswojenie się z nią.

 

4. Syndrom ostatniego zdania

Jeszcze tylko dodam, że…

Jeszcze tylko napiszę, że…

Jeszcze to muszę powiedzieć…

A to tylko jeszcze wyjaśnić…

Błędne koło. Nie ma na świecie sytuacji, w których następuje ostateczny koniec i nie ma już przestrzeni na to, żeby zadać dodatkowe pytanie, albo chcieć coś doprecyzować. Jeśli wydaje Ci się, że „to absolutnie ostatnia rzecz, którą musisz wyjaśnić/dodać/odjąć” to jesteś w błędzie. Ta technika nie pozwoli Ci osiągnąć stanu ZEN. Dlaczego? Dlatego, że piszesz/dzwonisz/komunikujesz, bo masz określone oczekiwania. Co Ci to daje? Chwilową ulgę? Na co później czekasz? Co się dzieje, jeśli tego nie dostajesz? Prawdopodobnie chcesz poinformować o tym, co Ci to właśnie zrobiło. I tak stajesz się błędnym kołem samym w sobie.

 

~

Wiem, że to trudne…odpuścić i dać sobie czas. Przeżyć to wszystko, skonfrontować się, poczuć i przyjąć, że to się właśnie dzieje. Jeśli jesteś w takim momencie swojego życia i czujesz, że strasznie Cię to uwiera – popracujmy razem. To, co napisałam to tylko przystawka przed przystawką. Przez najbliższe pięć dni – do 17 listopada zbieram zapisy na tydzień wspólnej pracy, którą rozpoczniemy w środę 22 listopada w tajnej grupie na Facebooku, do której (jeśli się zapiszesz) zostaniesz zaproszona już w przyszłą niedzielę wieczorem.

Chcesz dołączyć? Zrobisz to TUTAJ

 

Udostępnij: