Luźny związek? Związek bez zobowiązań? Gorąco polecam! (przeczytać)

 

„Poznałam faceta, który nie chce związku i mówi, że nie jest gotowy. Niby zachowujemy się jakbyśmy w tym związku byli, a  jednak to nie związek tylko „luźny związek”, bo tak go określamy. Zgodziłam się na takie określenie, bo mi zależy i w duchu myślę, że on się po prostu boi.

Czy związki bez zobowiązań istnieją? Można stworzyć coś takiego? To ma szansę stać się związkiem?”

Pytacie, więc odpowiadam.

Nie istnieje i nie można.

Można by natomiast było, ten akurat temat, zamknąć powyższą odpowiedzią. Oczywiście tego nie zrobię i już spieszę z odpowiedzią na pytanie: „A niby dlaczego?”

~

Zacznijmy od definicji związku. Fachowej, bo zaczerpniętej ze słownika, a na dodatek języka polskiego dostępnego dla każdego pod adresem sjp.pwn.pl.

związek

1. «stosunek między rzeczami, zjawiskami itp. połączonymi ze sobą w jakiś sposób»

2. «stosunki łączące ludzi oparte na uczuciu, pokrewieństwie itp.»

3. «kontakt z kimś lub z czymś»

4. «organizacja skupiająca ludzi mających wspólne cele»

5. «wspólne życie i stosunki łączące parę małżeńską lub partnerską»

I tu widzimy, że nawet jeśli nie stosunek, to jakieś połączenie – oparte, jeśli nie na celach, to na uczuciach. Z założenia wspólne cele i uczucia w przypadku dwojga ludzi są jak najbardziej wskazane. W tym miejscu chciałabym, naprawdę bardzo, poznać osobę, która ma z drugim człowiekiem wspólny cel, albo łączą ich jakiekolwiek stosunki (w tym przypadku zapewne i seksualne), która uzna, że można to mieć bez zobowiązań.

~

Zapewne taka się nie znajdzie, choć byłoby to z mojej perspektywy niebywale interesujące, żeby móc poznać kogoś, komu się to udało. Byłby to bowiem ktoś, kto dokonał niemożliwego, czyli zjada ciastko i ma ciastko! Królestwo mu za to oraz podziw, wywiady i chwała.

~

Czy jeśli uprawiacie seks, który NIGDY nie jest pozbawiony ryzyka (ciąży, chorób, nadużyć) to nie macie wobec siebie zobowiązań? Czy nie jesteście zobowiązani do zabezpieczania się, jeśli nie chcecie dziecka albo przyjaciół w postaci bakteryjnych pałeczek? Czy nie jesteście zobowiązani do szanowania swoich granic?

A czy jeśli spędzacie ze sobą czas i przywiązujecie się do siebie to nie jesteście zobowiązani do jakiejkolwiek dbałości o emocje i uczucia drugiego człowieka?

Czy jeśli coś postanawiacie to nie jesteście zobowiązani do tego, żeby te postanowienia z kimś zrealizować?

Przypuszczam, że jesteście.

~

Jeśli jest już jasne, że nie można stworzyć związku, w którym nie ma zobowiązań warto byłoby się zastanowić, dlaczego ludzie wierzą, że to może się udać. Najczęściej wygląda to tak, że kobieta lub mężczyzna oznajmiaja, że nie chcą „prawdziwego” związku i jedyne co mają do zaoferowania to „luźny związek” (czyt. bez zobowiązań). Oznacza to dokładnie tyle, że chcą brać z tej relacji dokładnie tyle ile postanowią i tylko to czego potrzebują, czyli to co jest dla nich dobre. Zasadniczo można by powiedzieć, że w „prawdziwym związku” chcemy tego samego. Jest jednak pewna różnica: odpowiedzialność i konsekwencje. W tym „prawdziwym” bierzemy odpowiedzialność za swoje postępowanie i wiemy, że obowiązują nas jakieś zasady, które wspólnie ustalamy i należy się ich trzymać, bo w innym przypadku czekają nas konsekwencje. Co ważne – chcemy tego i godzimy się na to, wkładamy w to pracę, choć bywa trudna. „Luźne związki” to po prostu branie bez konieczności zapłaty, czyli używanie się. Nawet jeśli dwie strony postanowią się używać, to musiałyby być niebywale zsynchronizowane, żeby nie odczuć, że w tym używaniu dzieje się coś niezgodnego z ich oczekiwaniami.

~

Oczekiwania to też ważna kwestia. Ktoś powie: „nie mam żadnych oczekiwań”. Jeśli się z kimś umawiasz, to oczekujesz, że przyjdzie. Jeśli ze sobą sypiacie, to oczekujesz, że będzie z Tobą sypiał w sposób, w jaki sobie życzysz, żeby to robił. Brak oczekiwań nie istnieje, a próba przekonania siebie, że się ich nie ma… wciąż pozostaje próbą przekonania, bo śmiem twierdzić, że szybciej przekonasz się, że jednak je masz.

~

Czasami jest tak, że ktoś zjawia się w naszym życiu i prosto z mostu mówi, że nie da nam tego, czego byśmy chcieli. To całkiem w porządku, bo z bardzo dużym prawdopodobieństwem mówi to całkowicie szczerze. Kiedy informuje o tym, że został skrzywdzony i ta ogromna, tkwiąca głęboko w sercu, drzazga nie pozwala mu zaufać żadnej kobiecie – zapewne też mówi prawdę. Rzecz w tym, że Ty nie jesteś od tego, żeby go uzdrawiać i udowadniać, że jego życie może być dobre, a on sam ma w sobie zapewne nieskończone pokłady miłości.

~

Choć to smutne, wiele kobiet zamiast natychmiast zrezygnować – natychmiast podejmuje wyzwanie. „Przecież on mi się podoba!”. Wierzę. Zapewne nie jest pierwszą osobą w Twoim życiu, która Ci się spodobała, ale jest wielce prawdopodobne, że pierwszą, która w połowie Cię odtrąca, a w połowie jednak Ciebie chce. Wierzysz, że Twoje zaangażowanie i miłość sprawią, że się zmieni? Myślisz, że za Twoją sprawą postanowi być odpowiedzialnym i wejdzie w związek deklarując się tylko jednej kobiecie? Uważasz, że Twoje starania zostaną docenione i któregoś pięknego dnia (oby szybciej, niż później!) wyzna Ci miłość i wdzięczność? Nie, raczej nie.

~

Kobiety mówią, że mężczyźni oszukują, a tymczasem to one oszukują same siebie najlepiej. Nie słuchają prawdy, którą ktoś im podaje pod nos. To dorosły człowiek, który wie czego chce – nie staraj się go zmieniać i prowadzić za rączkę. To, na co w takim układzie masz szansę to usłyszeć na koniec: „Przecież mówiłem, że nie chcę zobowiązań, więc o co Ci chodzi? Czemu znowu płaczesz?”

~

Zanim do tego dojdzie odpowiedz sobie na kilka pytań:

Czego chcesz?

Czy Wasze oczekiwania są takie same?

Co Ci zaoferowano?

Dlaczego się na to godzisz?

Jakie mogą być konsekwencje?

Czy jesteś gotowa wziąć na siebie te konsekwencje?

Jak się z tym czujesz?

Czy to Ci służy?

Czy to jest dla Ciebie dobre?

Czy na to zasługujesz?

Zanim na nie odpowiesz odłóż euforię i chęć sprostania wyzwaniu na półkę. Czasami zdrowy rozsądek jest najlepszym doradcą. Wierzę, że w miłości chodzi o to, żeby stracić głowę nie tracąc rozumu.

 

Udostępnij: